Zmarł Stanisław Juraszek, wieloletni dyrektor celulozy w Ostrołęce. „Odszedł do niebieskich fabryk wyjątkowy dyrektor”

16 czerwca, w wieku 85 lat, zmarł Stanisław Juraszek. Zapisał się w historii Ostrołęki – był wieloletnim dyrektorem Ostrołęckich Zakładów Celulozowo Papierniczych. Posiadał wiele odznaczeń państwowych, a także odznakę „Za zasługi dla miasta Ostrołęki”.

Stanisław Juraszek urodził się 21 grudnia w 1934 r. na południu Polski w Żywcu. Pracował w zakładach papierniczych w Krapkowicach, w Świeciu, a w Ostrołęce –w latach 1973- 1976, a potem od 13 grudnia 1981 r. do maja 2000 r. Od 1981 – 1990 był dyrektorem Ostrołęckich Zakładów Celulozowo Papierniczych. W latach 1990 – 1997 r. Prezesem Zarządu spółki Intercell, a od 1997 – 2000 r. był zastępcą Przewodniczącego Rady Nadzorczej spółki Intercell Ostrołęka.

Posiadał wiele odznaczeń państwowych : Srebrny Krzyż Zasługi, Złoty Krzyż Zasługi, Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski, Krzyż Oficerski Orderu Odrodzenia Polski, Odznaczenia branżowe i Odznaczenie Stowarzyszenia Papierników Polskich. W 2005 r. otrzymał odznakę honorową „Za zasługi dla miasta Ostrołęki”.

Smutną wiadomością, a także wspomnieniami po Stanisławie Juraszku, podzieliła się Maria Rochowicz:

„Przez niemal całe życie zawodowe zajmował dyrektorskie stanowiska (pierwszą nominację otrzymał w 1964 mając 30 lat co było rzadkością na tamte czasy). W 1995 tygodnik Wprost ogłosił listę „50 najskuteczniejszych managerów w Polsce”, dyr. Juraszek znalazł się na niej na 32. miejscu.

Ostrołęckiej Celulozie dał “drugie życie” i przetrwanie zawieruchy transformacji. Architekt powstania pierwszej spółki joint-venture w polskim przemyśle celulozowo- papierniczym Intercell w 1990 r. W jednym z wywiadów z 2005 r. wspominał czas tworzenia spółki:

“ Nie było to proste. Nie mieliśmy wzorów praktycznych do podpatrzenia , a nawet uregulowania prawne rodziły się na gorąco, na naszych oczach. A materia była nowa i niepewna. I chyba Ten z Góry nad nami czuwał bo nie popełniliśmy większych błędów. Było kilka rutynowych kontroli NIKu badających poprawność przyjętych rozwiązań, ale wszystkie zakończyły się pomyślnie. Był to jednak duży stres i odpowiedzialność. Trudno było także przekonać załogę, że jest to słuszny krok w przyszłość.

Był spory opór, brak zaufania do obcego kapitału. Pamiętam spotkanie, na którym musieliśmy z załogą podjąć ostateczną decyzję. Było gorąco, w końcu postawiłem sprawę: albo będę ja i spółka, albo nie nie będzie spółki i nie będzie mnie i poszedłem do domu. Na szczęście załoga była dojrzała, przyszli po mnie.

Decyzję ostateczną wspomogła też podwyżka o 100% pensji wszystkim pracownikom. Było to nietypowe zachowanie inwestora, ale też i inwestor był zupełnie wyjątkowy. Pan Hjelm angażował nie tylko pieniądze, ale i głowę wraz z sercem. Dziś wszyscy widzimy, że była to decyzja dobra, ale wtedy nie było to takie oczywiste zarówno dla pracowników jak i otoczenia naszej firmy. Na początku lat 90.tych było 36 zakładów papierniczych produkujących papier, dziś funkcjonuje cztery liczące się – to te, gdzie wszedł kapitał zagraniczny. Ponad 90% potencjału produkcji papieru w Polsce umiejscowiona jest w 4 podmiotach gospodarczych – Świecie, Kwidzyn, Kostrzyn i Ostrołęka.

Powstało dużo zakładów przetwórczych tektury, ale papiernie poupadały. Przemysł papierniczy jest wyjątkowo kapitałochłonny i te przedsiębiorstwa, które nie mogły znaleźć środków na dokapitalizowanie niestety nie przetrwały.Jak już ruszyliśmy ze spółką trosk nigdy nie brakowało, ale radością był rozwój firmy – zakup zakładu w Łodzi, w Tychach, utworzenie spółki z kapitałem jugosławiańskim w Serbii- Sabac, zakup całej sieci skupu makulatury, itd.” (WO 28/2005 r.)

Na nadaniu imienia dla ronda upamiętniającego Holgera Hjelma, o które wystąpił do Rady Miasta w 2011 r., mówił:

„Banki odmówiły nam kredytu na niezbędne modernizacje. To Pan Hjelm zaryzykował i zainwestował wraz ze swoimi przyjaciółmi ze Szwecji w modernizację Ostrołęki kapitał w wysokości 10 mln dolarów. Do dziś pamiętam te dwa czeki, które miałem w ręku opiewające na kwotę 10 mln dolarów. Jak pięknie zaszeleściły w polskich rękach! To warto było przeżyć.”

Surowy, stanowczy szef, który pod maską szorstkości skrywał wrażliwe, dobre serce. Całe swoje życie zawodowe, ponad 34 lata zarządzał innymi. Nawet w najgorętszych czasach lat 80. nigdy nie był odwoływany przez władze ani przez załogę. Cieszył się dużym szacunkiem załogi. Mimo że odszedł na emeryturę w 2000, do dziś jest ciepło wspominany przez wielu pracowników.

Przychodził do zakładu godzinę wcześniej, już o 6.00 i obchodził fabrykę, rozmawiał z maszynistami, mistrzami.Ten bezpośredni kontakt pracownicy pamiętają do dziś, wspominają jak ważne było podanie ręki szefa, pytania o pracę ale często i o dom. W cytowanym już wyżej wywiadzie na pytanie co było dla niego najważniejsze w zarządzaniu odpowiedział:

„Dla mnie był zawsze ważny bezpośredni, codzienny kontakt z ludźmi. Dzień pracy zaczynałem od obchodu fabryki. Kiedy pracownicy zaczynali pracę, to ja już wiedziałem co gdzie się wydarzyło, wiedziałem i te dobre, i te złe rzeczy. Jeśli siedzi się tylko za biurkiem, każdą informację można otrzymać bezpiecznie opakowaną, przefiltrowaną, ale kiedy miałem ją z pierwszej ręki to żaden z moich współpracowników nie mógł nic zataić, podkolorować. To bardzo angażowało czas, ale i dawało pewność, że mam prawdziwy ogląd spraw i problemów. Ta pewność pomagała podejmować niełatwe decyzje.”

Był uczciwym, rzetelnym człowiekiem. Jego tak, znaczyło tak, a nie powierzchowną grzeczność. Na pytanie o etykę i pragmatyzm w biznesie odpowiedział:

„Uczciwość to też pragmatyzm. Gdybym od 1964 r będąc na dyrektorskich stanowiskach nie trzymał się zasad uczciwości, to pewnie bym tak długo nie przetrwał. To była także duża odpowiedzialność prawna, finansowa. Krętactwa mogą się udać, raz , dwa, ale w końcu kiedyś przychodzą konsekwencje. Dobrego biznesu nie da się zbudować na pokrętnych działaniach. Uczciwość się po prostu w dłuższej perspektywie opłaca.”

Nie wiedział co to CSR czy PR, ale dbał, aby firma przekazywała środki na cele społeczne i to hojną ręką. To było dla niego ważne, aby nie odwracać się od miasta i jego potrzeb. Dbał też o załogę. Jak wspomina jeden z jego współpracowników:

„Kiedy firma miała dobre wyniki prosił do siebie dyrektora ekonomicznego i personalnego i dzieliliśmy premie dla ludzi i to nie 1% czy 2 %, ale po 10% i więcej”.

Był surowy, stanowczy, ale myślał o ludziach i miał szczodry gest.Kiedy odszedł na emeryturę w 2000 r. tęsknił za fabryką. Dzwonił, przychodził na herbatkę, pytał co słychać.

Widziałam, że potrzebuje informacji więc wysyłałam mu do domu gazetę zakładową. Na Święta Bożego Narodzenia odwiedzałam go w domu z firmowym kalendarzem i winem. Lubiłam te wizyty, pełne ciekawych rozmów, jego różnych refleksji i dobrej herbatki parzonej w pięknych filiżankach przez jego żonę Helenę.

Nie zauważyłam kiedy te świąteczne wizyty przerodziły się w regularne odwiedziny i rozmowy już nie tylko o firmie. Po zakończeniu mojej pracy w Celulozie nadal go odwiedzałam. Ostatnia wizyta była półtora tygodnia temu, prawie trzygodzinna, pełna ciekawych jak zwykle rozmów. Trzymał na kolanach ulubionego kota. Niepokoił się zamieszaniem z wyborami w polityce. Dobrze wyglądał. Odprowadził mnie do furtki. Popatrzył na moje auto i zapytał czy się dobrze spisuje. Nie pomyślałam, że widzimy się ostatni raz.

Taki zostanie w mojej wdzięcznej pamięci – pełen ciepła, spokoju, jakiejś wewnętrznej cichości, serdeczności i zatroskania. R.I.P (*)”

5 3 głosów
Ocena artykułu
2 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Informacje zwrotne w linii
Zobacz wszystkie komentarze
franciszek

kiedy i gdzie pogrzeb

Krystyna

Dzisiaj o 14.00 tj 19.06