Ty też możesz uratować komuś życie. Trwa akcja dla Bogusi.

W Ostrołęce potencjalnych dawców szpiku jest zarejestrowanych już ponad 3,5 tysiąca. I aż 18 ostrołęczan, w przeciągu pięciu lat, zostało rzeczywistymi dawcami, czyli są wśród nas osoby, które dały realną szansę 18 osobom na nowe życie.

Trwa akcja charytatywna dla Bogusi Wilkowskiej, 40-letniej mieszkanki Ostrołęki, u której zdiagnozowano białaczkę limfoblastyczną.

Naszą akcję nazwaliśmy „Ostrołęka pomaga Bogusi i i innym”, ponieważ jest to tak naprawdę druga tak duża akcja, którą organizujemy w tym mieście – mówi Leszek Lewandowski z DKMS. – W zeszłym roku zarejestrowało się w naszej bazie ponad 800 ostrołęczan, była to akcja dla pani Emilki.

Kto może zostać potencjalny dawcą? W zasadzie każda zdrowa osoba między 18 a 55 rokiem życia, ważąca nie mniej niż 50 kg i nie posiadająca bardzo dużej nadwagi. DKMS rejestruje osoby, które mają tatuaże czy kolczyki, a także panie w ciąży, z tym, że ciężarne są blokowane w bazie na czas porodu i sześć miesięcy po porodzie. Są dwie metody pobrania komórek macierzystych: z krwi obwodowej i ze szpiku kostnego z talerza kości biodrowej.

W 80 proc. przypadków komórki pobierane są z krwi obwodowej, a w 20 proc. z talerza kości biodrowej. Ta ostatnia metoda owiana jest mitem, że jest bolesna, i grozi paraliżem. Nic bardziej mylnego. To jest zupełnie bezpieczne, i robi się to w znieczuleniu ogólnym – mówi Leszek Lewandowski.

Na konferencji prasowej organizatorów akcji „Ostrołęka pomaga Bogusi i innym”, która odbyła się 26 marca, obecna była m.in. pani Sylwia, młoda dziewczyna, która oddała swoje komórki macierzyste ratując kobietę mieszkającą w Stanach Zjednoczonych.

Któregoś dnia odebrałam telefon, i dowiedziałam się, że znalazł się biorca – opowiada pani Sylwia. – Byłam w szoku, bo od momentu rejestracji minęły tylko trzy miesiące. Musiałam mieć chwilę dla siebie, i poprosiłam, by zadzwoniono do mnie za 15 minut. Zadzwonili i zapytali, czy możemy spotkać się na badaniach kontrolnych…

Pani Sylwia zapewnia, że gdy odchodzi stres, kończą się badania i pobranie komórek, pojawia się radość, że się komuś mogło pomóc. Ale na pełną radość trzeba poczekać aż trzy miesiące, bo dopiero po takim czasie wiadomo, czy nasz szpik okazał się pomocny.

Dzięki Bogu mój biorca przeżył. Po pół roku dostałam od tej pani list z podziękowaniami. Napisała w nim m.in. ” To była moja jedyna nadzieja, i dzięki tobie po raz kolejny żyje”.

Na spotkaniu obecni byli także bliscy Bogusi Wilkowskiej, mąż Krzysztof oraz córki: Julia i Karolina. Pan Krzysztof nie pozwolił sobie na okazywanie słabości, w żołnierskich słowach tak streścił swój ból:

Małżonka źle się poczuła w grudniu, okazało się, że ma zator płucny. Przebywała w szpitalu przez trzy tygodnie. Wyszła ze szpitala, ale nadal miała złe wyniki krwi, i wysłano ją do Warszawy na dodatkowe badania. Okazało się ma białaczkę limfoblastyczną, i od 22 lutego przebywa w Warszawie na leczeniu – powiedział.

Akcja charytatywna dla Bogusi Wilkowskiej prowadzona jest od 25 do 31 marca. Zachęcamy do zapoznania się ze szczegółowym harmonogramem Tygodnia dla Bogusi, i do aktywnego uczestnictwa.

Więcej: