Susza w pełni. Dotyka rolników, leśników, strażaków…

Gdy wybucha pożar, i liczy się każda sekunda, nie dzwońmy na 112, ale na 998 – apeluje szef ostrołęckiej PSP. I wyjaśnia, że telefony z numeru 112 odbierane są w Radomiu, a tamtejsi dyspozytorzy nie znają naszego terenu, co może wydłużyć czas reakcji o około 10 minut.

Trwa susza. – Susza pojawiała się zwykle na przełomie maja i czerwca bądź czerwca i lipca. W tym roku mamy ją już od początku kwietnia. Wydaje mi się, że sytuacja jest bardzo poważna – uważa starosta Stanisław Kubeł.

Sytuacja jest dramatyczna, także w ocenie komendanta PSP w Ostrołęce Jarosława Wilgi, chociażby z tego względu, że lasy sześciu okolicznych nadleśnictw (Ostrołęka, Myszyniec, Pułtusk, Wyszków, Nowogród, Parciaki) są w najwyższej kategorii zagrożenia pożarowego.

– Ten rok przekracza wszystkie dotychczasowe statystyki. Średnia roczna pożarów traw wynosi 60-70, a w tym jest ich już ponad 100. Niechlubnie wybija się tu gmina Goworowo. Jeśli chodzi o pożary lasów, to jesteśmy przodujący na tle sąsiadów – średnia roczna wynosi 50 do 70. W tym roku mamy już ich odnotowanych 15. Spaliło się 7 ha lasów – wylicza komendant Wilga.

Susza spędza sen z oczu także leśnikom. – Mamy napełnione wszystkie zbiorniki. Nasi pracownicy terenowi, w sytuacji, gdy ogłoszony  jest III stopień zagrożenia pożarowego w lasach, czyli  tak jak obecnie, prowadzą codzienne patrole. Ponadto obsadzone są wszystkie trzy wieże i punkt alarmowo-dyspozycyjny – mówi Marek Dzieżyk, nadleśniczy Nadleśnictwa Myszyniec.

Nadleśnictwa posiadają mapę zagrożenia pożarowego i mapę ochrony przeciwpożarowej, na których są naniesione punkty czerpania wody naturalne (rzeki) i punkty sztuczne – zbiorniki. Niektóre nadleśnictwa mają także system kamer z wykrywaniem dymu. Problemów jest jednak sporo.

Problemem są m.in. pogorzeliska. Nadleśnictwa mają pieniądze na dozór miejsc po ugaszonym pożarze, ale w przypadku lasów prywatnych tak już nie jest.

-W sytuacji pożaru gapiów są dziesiątki. W momencie kiedy trzeba przejąć pożarzysko i odpowiedzialność dyżuru nocnego nad nim – nie ma nikogo, kto by się tym zajął. Przydałoby się wypracować jakiś pomysł, żeby odpowiedzialność spadała także na właścicieli lasów prywatnych – sugerują leśnicy.

A Mieczysław Białczak z Wód Polskich przestrzega, że ten rok może być kryzysowy. – Wody jest coraz mniej. W porównaniu z poprzednimi latami – bardzo mało. Zapasów w ogóle nie ma.