Strajk nauczycieli w Ostrołęce i powiecie! Jak będzie wyglądać?

Nauczyciele z większości placówek oświatowych w Ostrołęce, i powiecie ostrołęckim, przyłączyli się do strajku ZNP. Co on oznacza dla uczniów?

Nauczyciele domagają się wzrostu wynagrodzeń o 1000 zł – rząd podwyżki obiecuje, ale nie w takim wymiarze. Do 25 marca w placówkach oświatowych – szkołach i przedszkolach – przeprowadzano referenda w sprawie przyłączenia się do tej formy protestu.

Trwa jeszcze liczenie głosów – z informacji z ZNP wynika, że większość nauczycieli opowiedziała się „za protestem”. Strajk powinien rozpocząć się 8 kwietnia. Ma obowiązywać do odwołania.

Jakie wyniki uzyskano w referendach w placówkach oświatowych z Ostrołęki i powiatu ostrołęckiego?

– Referenda odbyły się w 70 placówkach oświatowych w Ostrołęce i powiecie – powiedział nam przewodniczący Związku Nauczycielstwa Polskiego w Ostrołęce Robert Chorowicz. – W 66 placówkach wzięła udział ponad połowa pracowników uprawnionych i tym samym referenda były ważne. W 62 placówkach pracownicy opowiedzieli się za strajkiem. Średnie poparcie dla niego wyniosło ponad 75 proc. To bardzo duże poparcie, którego udzielili też pracownicy niezrzeszeni w związkach. Nastąpiła konsolidacja środowiska.

Przeciw tej formie protestu byli pracownicy Przedszkoli Miejskich nr 13 i 15, a także szkoły w Wykrocie i Łęgu Starościńskim. Poza tym – ze względu na zbyt małą frekwencję – strajk nie odbędzie się w ZSP w Kadzidle, w Szkole Podstawowej i Gimnazjum w Nowej Wsi oraz w Centrum Kształcenia Praktycznego.

Strajk nauczycieli: jak będzie wyglądać?

W większości placówek jednak – jeśli związki nie dojdą do porozumienia z rządem – dojdzie do strajku. Jak on będzie wyglądać?

Strajk to zbiorowe powstrzymanie się od pracy w miejscu pracy, w godzinach pracy – podaje definicję Chorowicz. – W praktyce będzie tak: pracownik, jeśli będzie miał zamiar strajkować, wpisze się na listę strajkujących. Potem ta lista zostanie przekazana dyrektorowi, który będzie organizował pracę kadry, która nie strajkuje.

Dyrektorzy nie będą jednak wiedzieć wcześniej kto z pracowników i ilu będzie strajkować. To może być nie lada wyzwanie organizacyjne, zwłaszcza że jesteśmy w przededniu egzaminów gimnazjalnego i ósmoklasisty. A trwają też przygotowania przed maturą. W tak gorącym okresie może więc dojść do paraliżu pracy w szkołach. Dodajmy – ze stratą dla uczniów.

Uczniowie nie są naszymi zakładnikami w tym sporze – przekonuje Chorowicz. – Żadna pora nie jest w szkole dobrą na strajk. ZNP protestował w sprawie zbyt niskich nakładów na oświatę od dawna. Odbywały się pikiety i marsze podczas kadencji każdego rządu. Dzisiaj zostały podjęte rozmowy z rządem. Parę dni temu osobne rozmowy prowadziła Solidarność. Strajk jest ostateczną formą protestu. Nasze pobory systematycznie w porównaniu do innych zawodów spadają.

Na stronie NSZZ „Solidarność” Region Mazowsze Organizacji Międzyzakładowej Pracowników Oświaty i Wychowania w Ostrołęce znaleźć można stanowisko zarządu podpisane przez jego przewodniczącego Aleksandra Zawalicha:

„Zarząd naszej organizacji związkowej popiera akcję strajkową w oświacie organizowaną przez Związek Nauczycielstwa Polskiego w całej rozciągłości i zachęca wszystkich pracowników do udziału w referendum strajkowym w zakładzie pracy i udziału w strajku (przynajmniej 1-2 dni, według indywidualnych możliwości finansowych i psychicznych każdego z nas).

Wydaje się nam, że każdy pracownik oświaty chętnie „przytuli” (jak mówią politycy) 1 tys. zł miesięcznie, o co występują nasi koledzy z ZNP. Postulaty nasze i ZNP nie wykluczają się wzajemnie.

Może któremuś Związkowi uda się wywrzeć presję na Rząd RP i wywalczyć długo oczekiwane podwyżki wynagrodzeń. Nie wzięcie udziału w strajku – naszym lub organizowanym przez ZNP – zamyka drogę do narzekania w przyszłości na niskie wynagrodzenia. Nikt za nikogo nic nie załatwi. Związki zawodowe biorą na siebie jedynie obowiązki organizacyjne związane ze strajkiem. Strajkować musi każdy z nas! Bez tego nigdy nic nie osiągniemy!”

Ministerstwo: zwiększamy nakłady na oświatę

Z kolei ministerstwo przekonuje, że sukcesywnie zwiększa nakłady na oświatę. Mówi o tym, że w latach 2016-2019 subwencja oświatowa wzrosła o 5,5 mld złotych. Dodaje też, że pensje nauczycieli zamrożono od 2012 roku, a w 2017 dokonano waloryzacji wynagrodzeń pedagogów. Na stronie internetowej resortu edukacji czytamy o rządowym planie podniesienia pensji nauczycieli:

„Projekt ustawy zakłada wprowadzenie już we wrześniu 2019 roku, a nie w styczniu 2020 roku, kolejnej 5-procentowej podwyżki pensji nauczycieli. To o 16,1% więcej w stosunku do wynagrodzenia z 31 marca 2018 roku.

Zasadnicze wynagrodzenie nauczycieli z tytułem zawodowym magistra z przygotowaniem pedagogicznym na poszczególnych stopniach awansu zawodowego wzrośnie w przypadku nauczyciela stażysty o 371 zł; kontraktowego o 381 zł; mianowanego o 432 zł; nauczyciela dyplomowanego o 508 zł.

Zgodnie z propozycjami przedstawionymi stronie związkowej w projekcie ustawy rozszerzamy uprawnienia do dodatku za wyróżniającą pracę także na nauczycieli kontraktowych i mianowanych. Dla nauczyciela kontraktowego – 200 zł, dla nauczyciela mianowanego – 400 zł, a dla nauczyciela dyplomowanego – 500 zł.

W projekcie ustawy proponujemy wprowadzenie nowego „świadczenia na start”. Świadczenie w wysokości 1000 zł będzie przysługiwało wszystkim nauczycielom stażystom. Będzie wypłacane dwukrotnie w okresie stażu na stopień nauczyciela kontraktowego.”

ZNP natomiast wylicza co minister edukacji zabrała nauczycielom: mówi m.in. o prawie do lokalu mieszkalnego na terenie gminy (dotyczy to nauczycieli zatrudnionych we wsi i miastach do 5 tys. mieszkańców), dodatku mieszkaniowym czy możliwość korzystania z urlopu dla poratowania zdrowia na wcześniejszych zasadach. ZNP dodaje też, że wydłużono ścieżkę awansu na nauczyciela dyplomowanego.

najnowszy najstarszy oceniany
Jan
Gość
Jan

Trzeba zrobić strajk rodziców to nauczyciele zobaczą ilu nas i jak bardzo możemy utrudnić im życie.Oni nie patrzą na nasze dzieci tylko na kasę. Pracują po 14 godzin zegarowych i chcą mieć po 6 tys. zł. W niemczech to 26 godzin, w turcji 30 godzin.Polski nauczyciel pracuje najkrócej w Europie. Ok. zniesc karte nauczyciela ,nie płacić za wakacje i ferie, znieść trzynastki, roczny urlop zdrowotny,praca 40 godzin tygodniowo i zero pracy w domu.Wtedy niech maja po 6tys. ale ilu przyjmie takie warunki? Żaden .Przyzwyczajeni są do przywilejów.