Stanisław Kubeł – o drogach, mandatach i pomorze

Artur Kozłowski: Jest pan starostą od wielu lat. Statystyki dotyczące poziomu bezpieczeństwa są coraz bardziej optymistyczne. Czy pana zdaniem raporty z działalności poszczególnych służb faktycznie przekładają się na realne życie, i co – według pana może być przyczyną poprawy tych statystyk?

Stanisław Kubeł: Jesteśmy w trakcie realizacji „Programu zapobiegania przestępczości oraz ochrony porządku publicznego i bezpieczeństwa obywateli na terenie powiatu ostrołęckiego” na lata 2012-2020. Jedną z wytycznych tego programu są działania kierowane tam, gdzie było najwięcej uciążliwych zdarzeń. Współpracujemy w tym zakresie ściśle z policją i strażą pożarną, zarówno w zakresie profilaktyki, jak i doposażania. Z pewnością działania te przyczyniły się do tego, że jest bezpieczniej i ma to wyraźne odzwierciedlenie w statystykach. Do tego dokładają się coraz bezpieczniejsze drogi, z dobrą szeroką nawierzchnią i wydzielonym pasami ruchu dla rowerzystów i pieszych. A nawet jeśli takich wytyczonych pasów nie ma, to jeśli droga jest odpowiednio szeroka, ma pobocza i chodniki, zmieści się na niej i pieszy, i kierowca.

A.K. Na pewno jednak są obszary bezpieczeństwa, które wciąż przyprawiają o ból głowy. Co to takiego i jak sobie z tym radzicie?

S.K. Największą bolączką jest zachowanie kierowców, szczególnie tych młodych, którzy jeżdżą z prędkością zdecydowanie wyższą niż ich doświadczenie. Apele do rozsądku rzadko skutkują, prędzej bloczki z mandatami. W tym zakresie policja musi być aktywniejsza. Uważam, że na drogach powinno być więcej nieoznakowanych pojazdów, które będą wyłapywały takich niepokornych delikwentów. Mamy więcej dobrych dróg, po których jeździ coraz więcej samochodów, a policja, mam wrażenie, działa za mało zdecydowanie. Ponadto pieniądze z mandatów nie powinny trafiać do budżetu państwa, ale zasilać fundusz wsparcia policji. Ci co płacą, wiedzieliby, że płacą na poprawę bezpieczeństwa. Może wówczas i ich świadomość byłaby inna.

A.K. Ciągle słyszy się o ogniskach ASF lub o innych zagrożeniach epidemiologicznych. Czy dotyczy to także naszego powiatu?

S.K. Na terenie powiatu nie stwierdziliśmy żadnego przypadku ASF, co nie znaczy, że nie ma zagrożenia. Jesteśmy w tzw. strefie VANT, czyli wyznaczony jest obszar 100 km od ognisk ASF-u i mamy w związku z tym, jako powiat, pewne zadania np. zwiększoną ilość odstrzału dzików, co realizują koła łowieckie. Egzekwujemy wykonanie tych planów. Jeśli chodzi o ilość trzody chlewnej, to na terenie naszego powiatu jest to niewielka liczba, poniżej 2 tys. sztuk. W związku z tym, poprzez dużą izolację tych małych ferm, nie ma zbyt dużego zagrożenia i nie przewidujemy, żeby tą drogą następowało przenoszenie Afrykańskiego Pomoru Świń. ASF na naszym terenie może być przenoszony przez dziki, a szczególnie, według mnie, dużą rolę odgrywają włóczące się odyńce. Lochy z młodymi nie przemieszczają się na duże odległości – mają miejsce wypoczynku i żerowania. To są ich enklawy i jeśli nie są płoszone, nie kontaktują się z innymi osobnikami. Problemem mogą być odyńce podczas huczki, czyli w okresie jesienno-zimowym, kiedy wędrują w poszukiwaniu loch, wtedy mogą przenosić ASF, jednak rozrzedzenie populacji dzików na pewno zmniejsza zagrożenie ASF-em.