Poszukiwacze skarbów. Co ich napędza?

Drucik, duża ilość kapsli od wódki z lat 40-tych XX wieku i z czasów PRL-u, szeląg koronny Jana Kazimierza z 1665 roku, 20 groszy z 1967 rok, pocisk ze szrapnela, 5 groszy z 1962 roku, fragment jakieś ozdoby z miedzi albo brązu, fragment świecznika z brązu, zardzewiała puszka od konserwy, kółeczko z dziurką ze stali, kawałek blaszki, fragment butelki z mosiężnym gwintem, kolejna kulka od szrapnela, 20 groszy z 1969 rok, kapsle od napojów różnych, rozpłaszczona kulka od szrapnela, odłamek, wentyl, zmineralizowany kamień, kulka od szrapnela, 2 zł z 1979 roku, kawałek aluminium, jedna łuska od mossina z 1904 roku, a druga z 1911 roku, zawias od drzwi, 50 groszy z 1949 roku – model z brązu, 50 groszy z 1973 roku – to lista znalezisk trzech poszukiwaczy skarbów z jednego dnia.

Adam, Łukasz i Darian – szukają „skarbów” od zawsze. To ich pasja i forma spędzania wolnego czasu.

– Szukamy skarbów hobbystycznie, by po prostu fajnie spędzić czas. Jeden chodzi na ryby, drugi na grzyby, trzeci lata na paralotni, a my chodzimy z wykrywaczami – tłumaczy Adam.

A Łukasz z entuzjazmem dopowiada: – Poszukiwania skarbów to przejście przez wszystkie wieki naszej historii. Prawdziwa podróż w czasie. Byłem kiedyś na placu bitwy pod Ostrołęką na Krukach. Fajne rzeczy się tam znajduje, guziki z cyferkami i orłami, dużo ciekawych monet. Czasem odnajdujemy całe ziemianki z pełnym wyposażeniem. Dowiadujemy się w ten sposób np. z czego jadł żołnierz z I wojny światowej i czym mył zęby,

Adam ma na wyposażeniu wykrywacz za tysiąc dolarów, którym potrafi lokalizować podziemne korytarze, Łukasz i Darian – zajmują się poszukiwaniami bardziej powierzchownymi.

Pierwsze ich znaleziska to zakrętki od wódki i pieniądze z czasów PRL-u. Zachwycały, ale nie satysfakcjonowały.

– W zasadzie szperam od urodzenia. I lubię słuchać opowieści. A ludzie opowiadają, że tam to czołg zatonął, a tam to zabili jakiegoś żołnierza, a tam to samolot został zrzucony… A następnego dnia wsiadam w samochód i zaczynam odsiewać plotki od faktów – opowiada Adam, który ma na swoim koncie wiele interesujących znalezisk.

– Z ciekawszych mogę wymienić topory średniowieczne z XVI wieku i skarb rzymski: srebrne denary, ostrza z brązu i ozdoby. A ostatnio znalazłem w skrytce w ziemi na miejscu bitwy z 1916 roku cztery szable i trzy kindżały Znalazłem też skarb rzymski: srebrne denary, ostrza z brązu i ozdoby – wymienia i podkreśla, że wszystko, co cenniejsze, trafia do muzeum.

– W zasadzie wszystkie znaleziska są cenne, ale archeologów interesuje bardziej średniowiecze i starożytność dopowiada Łukasz.

A Adam nadal wspomina:

– Kiedyś znalazłem jakiś kamień oprawiony w metal, wyglądał jak kamienne ostrze z neolitu. Ale w epoce kamiennej metalu przecież być nie powinno. W muzeum też nikt nie był mi w stanie odpowiedzieć, co to za przedmiot. Dopiero specjalista od broni palnej na proch dymny wyjaśnił, że jest to skałka do muszkietu skałkowego – opowiada i dodaje, że zanosząc stare i dziwne rzeczy do muzeum zawsze dokładnie lokalizuje miejsce ich znalezienia.

– Rzeczy z okresu I wojny światowej wszystkie są piękne. Każda jest wspaniała i dopieszczona. W czasie II wojny produkcja codziennych przedmiotów była już bardziej masowa i zaczęły tracić swoją niepowtarzalność – zapala się Darian.

Poszukiwacze skarbów szukają też przedmiotów zagubionych współcześnie. Czasem robią to z własnej inicjatyw, czasem są wynajmowani.

– Często chodzę z wykrywaczem po wydmach. Można tam znaleźć wiele teraźniejszych pieniędzy i ozdób. I niektórzy z tego żyją. Ja któregoś dnia po trzech godzinach miałem w kieszeni 30 zł – mówi Adam, który zamienił wówczas swoje znalezisko na obiad w nadmorskiej knajpce.

Łukasz niekiedy szuka na zlecenie. Zwykle poszukiwania dotyczą biżuterii albo kluczy od samochodu. Powodzenie poszukiwań zwykle zależy od pamięci zleceniodawcy. Jeśli potrafi trafnie wskazań rejon zguby zwykle utracone przedmioty wracają do właściciela.

Czy poszukiwanie skarbów do dochodowy biznes? Nasi odkrywcy twierdzą, że ich jedyne profity to profity emocjonalne. Cenne przedmioty oddają do muzeum nie dopominając się nagrody, a reszta trafia do kolekcjonerów albo zalega szuflady, strychy czy piwnice.

Zdaniem Adama poszukiwacze nie powinni nastawiać się na skarby i nagrody, a raczej na kłopoty: z prawem, historykami, rodziną i mieszkańcami penetrowanych terenów. W dodatku, jak twierdzą nasi rozmówcy, 99,5 proc. poszukiwań to jedynie zużywanie baterii i benzyny.

0 0 zagłosuj
Ocena artykułu
1 Komentarz
najstarszy
najnowszy oceniany
Informacje zwrotne w linii
Zobacz wszystkie komentarze
Poszukiwacz niekoniecznie skarbów

Szanowny Redaktorze, nie do końca wie Pan o czym pisze chyba, że jest Pan dystrybutorem sprzętu służącego do wykrywania przedmiotów metalowych i zależy Panu na jak największej sprzedażny. Słowo SKARB działa na ludzi jak przysłowiowy lep na muchy, zwłaszcza na młodzież. Musze w tym miejscu ostudzić nieco te emocje. Poszukiwanie zabytków można prowadzić tylko i wyłącznie za zgodą Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków. Jeśli ci panowie nie posiadali takiego, to w świetle obowiązujących obecnie przepisów popełnili przestępstwo. To, że zanieśli je do muzeum nie zmienia faktu popełnienia przestępstwa. Jeśli znaleziono te zabytki przypadkowo, to należało je zgłosić niezwłocznie do Konserwatora zabytków. Odnalezionych… Czytaj więcej »