Matura 90 lat temu: Odkąd że bicepsy czy łydki torują drogę do matury?

Maj to czas kwitnących kasztanów, i – oczywiście, matur. Czas ważnego i wiążącego się ze stresem okresu dla znajdującej się na progu dorosłości młodzieży. Chociaż zmieniają się programy nauczania, jak również formy egzaminów maturalnych, wiele doświadczeń towarzyszących maturom pozostają bez zmian. Przekonujemy się o tym, sięgając, m.in., do prasy okresu międzywojennego. Oto, co na ten temat pisał Przegląd Pedagogiczny z dnia 25 maja 1929 roku.

„Żyjemy wszyscy obecnie pod znakiem egzaminów maturalnych. Młodzież się denerwuje, rodzice są pełni lęku lub oburzenia (w zależności od charakteru i temperamentu), nauczyciele ślęczą nad wypracowaniami maturalnymi i złorzeczą w duchu zakutym „mózgom swych wychowanków, pisma brukowe zaczynają (signum temporis!) wymyślać nauczycielom od „katów”, „sadystów”, „herodów” itp. Za kilka tygodni hałas ten umilknie – i znowu życie powróci do dawnej normy.

Ale tegoroczny okres egzaminacyjny nie powinien pozostać bez śladu. Czwarty to już raz egzaminujemy młodzież według „Regulaminu gimnazjalnych egzaminów dojrzałości” z dnia 19 grudnia 1925 roku i coraz więcej gromadzi się w naszych umysłach smutnych doświadczeń, stwierdzających zupełną niecelowość licznych zarządzeń tego „Regulaminu”. […]

Zdajemy sobie wszyscy sprawę, że „Regulamin” z roku 1925 nie wytrzymał próby czasu, w ogniu rzeczywistości wykazał całą swą nierealność. Wieleby można powiedzieć na jego niekorzyść, na razie jednak ograniczymy się do kilku punktów najbardziej rażących.

Do takich najsłabszych stron „Regulaminu” należy np. sprawa wyboru przez abiturienta przedmiotów egzaminacyjnych (§.21 „Regulaminu”). Może założenie było i słuszne: zapewne autorom „Regulaminu” chodziło o to, by uczeń na egzaminie mógł wykazać postępy wybitne w tych przedmiotach, w których najbardziej sobie upodobał i w których najbardziej jest uzdolniony. Tymczasem całe te przedsięwzięcie najzupełniej chybiło celu. Prowadzi ono tylko lekceważenia przez młodzież i to już od siódmej klasy przedmiotów, z których nie ma zamiaru zdawać. Ileż to energii muszą zużywać dyrekcje szkół i nauczyciele, by zmusić młodzież do uczenia się np. łaciny lub fizyki w gimnazjach typu humanistycznego, jeśli wybrała język nowożytny i matematykę! Tą drogą idzie się wprost do uszczuplenia powagi przedmiotu, szkoły i nauczyciela.

Zdarzają się sytuację po prostu humorystyczne, które byłyby bardzo zabawne, gdyby nie dokonywało się to kosztem autorytetu szkoły polskiej. Oto np. zdarza się, że w gimnazjum typu humanistycznego ani jeden uczeń nie zdaje z łaciny! A więc nauka tego przedmiotu w szkole stała albo bardzo wysoko i uczniowie nie umieli, nie chcieli wznieść się do tego poziomu, albo bardzo nisko i szkoła nie odważyła się pokazać takich postępów przedstawicielowi Kuratorium. Jedno gorsze od drugiego: bo w pierwszym wypadku w uchyleniu się uczniów od egzaminu nauczyciel znajdzie zachętę do obniżenia poziomu swoich wymagań, w drugim zaś – o tego rodzaju gimnazjum „humanistycznym” lepiej nie mówić!

Albo inny wypadek, który obserwowaliśmy w tym roku: na egzamin maturalny z łaciny ściąga uroczyście cała Podkomisja z kilku osób, z delegatem Kuratorium na czele, a na wielkiej sali zasiada skromnie abiturientka, strwożona własną swoją odwagą. Czas by był już wielki położyć kres podobnym widowiskom iście … operetkowym.

I jeszcze jeden przykład wymowny z życia. Słyszeliśmy o pewnej mamusi, która przybiegła do Kuratorium ze skargą na szkołę, iż jej córki nie dopuszczono do egzaminów maturalnych z powodu dwójek z łaciny i fizyki, a przecież córeczka nie miała zamiaru z tych przedmiotów zdawać, nie była więc obowiązana uczyć się ich tak starannie, jak innych.

Do innych wyników absurdalnych doprowadza §.15 o dopuszczeniu uczniów do egzaminu maturalnego. Oto np. w jednym z ustępów tego § czytamy, że nie można dopuścić do egzaminu dojrzałości w gimnazjum neohumanistycznym ucznia z jedną roczną oceną niedostateczną … z fizyki! Najwyraźniej: z fizyki. Co ma wspólnego fizyka z przedmiotami neohumanistycznymi, próżno by było o to twórców „Regulaminu” pytać!

A inny punkt tegoż §, głoszący, że „nie można dopuścić do egzaminu dojrzałości ucznia, który otrzymał ocenę roczną niedostateczną z powodu wyraźnego zlekceważenia danego przedmiotu”, może dawać powód do tak dowolnej interpretacji, że nie powinien znajdować się w „Regulaminie”.

Inna niekonsekwencja. Tenże § mówi, że można dopuścić do egzaminu maturalnego ucznia z jedną dwójką roczną, jeżeli ma z innych przedmiotów co najmniej jedną piątkę i jedną czwórkę. Zasada może była i rozumna w teorii, np. ktoś może być wybitnie niezdolny z matematyki, ale za to świetny humanista. Ale życie zaprzeczyło teorii. W gruncie rzeczy bowiem § ten nigdy niemal nie jest stosowany gdyż zawsze znajdzie się do „pokrycia” owej fatalnej dwójki jakaś piątka z religii (księża prefekci są tak miłosierni i chrześcijańskiego ducha!) i jakaś przypadkowa czwórka z przedmiotu, nie mającego nic wspólnego z „podstawą wychowawczą” szkoły danego typu: ze śpiewów, z rysunków, z robót ręcznych czy z gimnastyki – i sprawa dopuszczenia ucznia do egzaminu zostaje pomyślnie załatwiona. Czy nie byłoby lepiej wprost powiedzieć, że z jedną dwójką można dopuścić ucznia, niż stwarzać fikcje prawne, że oto np. czwórka z gimnastyki „pokrywa” stopień niedostateczny z matematyki? Wszak można sobie wyobrazić taką sytuację niesamowitą, że w jednej klasie będą dwa uczniowie, mający zupełnie jednakowe stopnie: piątkę z religii, dwójkę z matematyki, słabe trójki z innych przedmiotów, ale jeden wygimnastykowany, jak kandydat na championa, skacze, jak małpa, ma bicepsy, jak tur, drugi zaś – wątły, chorowity, z wadą serca; według „Regulaminu” drugi przepada bezapelacyjnie, a pierwszy jest dopuszczony i może przypadkiem zdać maturę albo przynajmniej uzyskuje prawa, wynikłe z § 54 „Regulaminu” (możność powtórnego zdawania bez powtarzania kursu 8 klasy). Odkąd że bicepsy czy łydki torują drogę do matury?

Źródło: Przegląd Pedagogiczny, Tygodnik Organ. Tow. Nauczycieli Szkół Średnich i Wyższych, pod red. Henryka Gallego, 25 maja 1929 r., nr 19.


Tematy opracowań pisemnych na maturze w roku szkolnym 1925-1926 w Państwowym Gimnazjum im. K. Marcinkowskiego w Poznaniu Źródło: Sprawozdanie dyrekcji Państwowego Gimnazjum im. Karola Marcinkowskiego w Poznaniu za 1. dziesięciolecie zakładu w niepodległej i wolnej Ojczyźnie (1919-1929), Poznań 1930.
0 0 zagłosuj
Ocena artykułu
1 Komentarz
najstarszy
najnowszy oceniany
Informacje zwrotne w linii
Zobacz wszystkie komentarze
kartufel

kto takie gnioty wypisuje

1
0
Przeczytaj komentarze i dołącz do dyskusjix
()
x