Zyśk: „Boks to ciężki kawałek chleba”

Z Przemysławem Zyśkiem – wychowankiem klubu Viktoria Ostrołęka oraz pięściarzem grupy KnockOut Promotions rozmawiała Monika Gromadzka.

Przemek, przed tobą zestaw pytań: szybkich jak bokserskie ciosy. Gotów? Ile lat trenujesz boks?
Zacząłem w wieku 16 lat, trochę późno, ale lepiej późno niż wcale. Trener mówił, że jestem już za stary na boks, ale nie słuchałem, tylko trenowałem dalej, tak dla zajawki.

Czy boks to jedyna dziedzina sportu, którą kiedykolwiek trenowałeś?
To jedyna dziedzina sportu, którą zacząłem trenować na poważnie i sumiennie. Zawsze dużo biegałem i byłem szalony, graliśmy w piłę całymi dniami, w koszykówkę i siatkówkę… Dwa miesiące chodziłem na kick-boxing. Byłem też na trzech treningach karate, ale jak musiałem kupić kimono, to odpuściłem, bo było za drogie.

Czy boks to dobry sposób na życie?
To ciężki kawałek chleba, ale wierzę bardzo mocno, że to dobry sposób na życie.

Co udało Ci się zrealizować ze sportowych celów i jakie kolejne wyzwania sobie stawiasz?
Największym moim sportowym celem jest przejście na zawodowstwo. Moje cele? Kilka walk i celujemy w Mistrzostwo Europy, a kiedyś może w Mistrzostwo Świata, jeżeli umiejętności na to pozwolą. Poprzeczka jest zawieszona bardzo wysoko, ale każdy człowiek jest w stanie wspiąć się na wyżyny swoich możliwości.

Duża jest różnica miedzy boksem zawodowym a amatorskim?
Różnica jest ogromna. W boksie amatorskim tak rygorystycznie nie podchodzi się do treningów, diety, nie ma się tak profesjonalnego sztabu szkoleniowego, suplementacji i przygotowań, boks zawodowy jest już pracą, nie zabawą.

Najlepsze miejsce gdzie walczyłeś?
Łomża! Dlaczego? Ponieważ do Łomży na moją walkę przyjechała niewyobrażalna liczba kibiców, przyjaciół i bliskich. To było bardzo miłe. I mam nadzieję powtórzymy to 23 marca, bo znowu tam wtedy zaboksuję, i znowu liczę na ogromny doping!

Kto jest Twoim bokserskim idolem?
Mike Tyson – bo to była bestia w ringu, Floyd Mayweather – mistrz defensywy i kontry, Wasyl Łomaczenko – magik w ringu, Roy Jones junior pod każdym względem był kocurem. Jak widzisz idoli mam kilku, i nie potrafię wskazać tego jednego, bo każdy miał to coś.

Opowiedz o najbliższych planach. Jakie masz walki i która z nich będzie w najbliższym czasie najważniejsza?
Plan jest jeden – 23 marca Łomża, chcę się pokazać z jak najlepszej strony, bardzo ciężko już do tego trenuję. W boksie zawodowym każda walka, to walka o być albo nie być. Trzymajcie mocno kciuki.

Oczywiście kciuki będziemy trzymać i mamy nadzieję, że dużo kibiców zawita na Twoją walkę. Powiedz nam jeszcze: gdybyś miał zachęcić do boksu młodych ludzi, to co byś im powiedział?
W moim przypadku dzięki szermierce na pięści życie zmieniło się diametralnie. Człowiek mądrzeje i dojrzewa, wyznacza sobie życiowe cele, a to bardzo dużo. Zacząłem zwracać uwagę na to co jem i piję. Generalnie sport to zdrowie i – nie ważne czy biegasz, jeździsz na rowerze czy latasz po ringu- to nie ma nic przyjemniejszego niż praca nad samym sobą. A do tego zdobywanie tytułów, czytanie o swoich osiągnięciach w prasie jest dodatkowym plusem. Ja nie zmieniłbym swojego życia za nic. Ale jeżeli mógłbym cofnąć czas to cofnąłbym do czasów pierwszej klasy podstawówki i po obudzeniu się szybko pobiegł na trening boksu do trenera Mieczysława Mierzejewskiego. Nie pobiegłem, i dziś tylko wyobrażam sobie gdzie mógłbym dzisiaj być.

Zapraszamy kibiców 23 marca na Knock Out Boxing Night do hali sportowej w Łomży. Naszą gwiazdą będzie Przemek Zyśk, ale w ringu zobaczymy również Krzysztofa „Diablo” Włodarczyka.