„Mordercza bitwa w Ostrołęce i jej okolicach” w źródłach historycznych

Dzięki pojawieniu się Internetu przekaz medialny w dzisiejszych czasach stał się praktycznie natychmiastowy. Wydarzenia, których jesteśmy świadkami, często są relacjonowane w trybie bieżącym. Mamy tez możliwość transmisji online.

Kilkadziesiąt, a tym bardziej kilkaset lat temu, coś podobnego było nie do pomyślenia, chociaż już wtedy funkcjonował system pocztowy (w Polsce od 1558 r.)

Pierwsza Rewolucja Przemysłowa znacznie unowocześniła sposoby komunikowania się na odległość. Na początku XIX w. największym osiągnięciem w tej dziedzinie był telegraf, który pozwalał na przekazywanie krótkich informacji za pomocą umownych znaków. Wtedy korzystano z jego optycznej wersji (semaforu), który wynaleziono w 1791 r. we Francji. Za jego pomocą można było przekazywać informację z prędkością dwóch słów na minutę.

Wiadomości z pół bitewnych, tak jak wcześniej, były przekazywane za pomocą kurierów.

Kiedy pojawiła się pierwsza medialna wzmianka o bitwie pod Ostrołęką, której 189. rocznicę obchodziliśmy w tym roku? Jako jeden z pierwszych o batalii na obrzeżach naszego miasta napisał Kurier Warszawski. Już po dwóch dniach ukazała się w nim notka o tym wydarzeniu. Publikujemy ją z zachowaniem ówczesnych zasad ortografii:

„Onegdaj trwała mordercza bitwa w Ostrołęce i jej okolicach. Dotychczasowe wiadomości o tej krwawej walce są, że nieprzyjaciel połączywszy swe korpusy, z 100 armatami i całą mocą uderzył; z obu stron walczyło do 90 000 ludzi! Rosjan poległo mnóstwo, nasza strata w ogólności w stosunku z nieprzyjacielską nie jest tak znaczna, lecz dotkliwa przez ranienie lub zgon kilku znakomitych Dowódców. Rannego Jenerała Paca przywieziono wczoraj, o wstrzymujemy się z doniesieniem oczekując dalszej wiadomości”.

Bitwa zwróciła na sienie uwagę również odbiorców po przeciwnej stronie. Wspomniał o niej nawet sam klasyk literatury rosyjskiej Aleksander Puszkin. W liście do jednego ze swoich wpływowych petersburskich przyjaciół pisał na ten temat:

„Czytałeś zapewne wiadomość o ostatniej bitwie w dniu 14 maja (w Rosji do 1918 r. obowiązywał kalendarz juliański -red.). Nie wiem, dlaczego nie wspomniano w niej o kilku szczegółach, o których wiem z prywatnej korespondencji od ludzi zaufanych. Skrzynecki brał udział w tej walce. Nasi oficerowie widzieli, jak na białym koniu przybył on na pole bitwy, przesiadł się na innego – i zaczął dowodzić. Widzieli też, jak trafiony w bark, zgubił pałasz i spadł z konia na ziemię. Cała jego asysta rzuciła się ku niemu, pomogła wsiąść na konia. Wtedy generał zaśpiewał „Jeszcze Polska nie zginęła” i cała asysta zaśpiewała razem z nim. Lecz w tym momencie inny pocisk zabił polskiego majora, i śpiew się urwał. Jest to dobry motyw poetycki. Jednak musimy ich zadusić, wiec Pana powolność jest zgubna. Bunt Polski to dla nas sprawa domowa, prastara, dziedziczna rozterka. Nie możemy go oceniać wg poglądów europejskich, jaki by nie był nasz światopogląd”.

Jak widać, najwybitniejszy przedstawiciel rosyjskiego romantyzmu w stosunku do Polski romantykiem nie był.

Źródło: Kurier Warszawski, 1831 r., 28 maja, nr 143.

  1. Puszkin, Dzieła Wybrane, 1959-1962.