Matura Ostrołęka. Jak poszedł egzamin naszym maturzystom?

W poniedziałek 8 czerwca maturzyści pisali egzamin dojrzałości z języka polskiego. Spytaliśmy uczniów I Liceum Ogólnokształcącego w Ostrołęce, jak im poszło.

Matura z powodu epidemii została przełożona. To jednak nie wszystko – egzamin zorganizowano z zachowaniem zasad bezpieczeństwa, które uchronić miały przed zakażeniem koronawirusem.

– Wchodziliśmy do szkoły na raty – opowiada Dominik Sendrowski z I LO W Ostrołęce. – Jedna grupa od godz. 8.00, druga od godz. 8.20.

– Przyszliśmy co prawda w maseczkach, wszystkie reguły były zastosowane, ale najbardziej uciążliwe było co innego – mówi Filip Marcińczyk, także z I LO. – Chodzi o dezynfekcję rąk – za każdym razem trzeba było psikać płynem na ręce, na przykład gdy się szło po słownik.

Na maturze 2020 z języka polskiego (poziom podstawowy) pojawiło się „Wesele” Stanisława Wyspiańskiego.

– Trochę szok, bo spodziewałem się czegoś innego – mówi Filip Marcińczyk z I LO. – Jako tekst kultury dałem „Shreka”: epikureizm, psychologia głębi, czyli Jung i archetypy, oraz makiawelizm. Może nie będzie najgorzej.

– Jeszcze przed maturą razem z kolegą mówiliśmy, że fajnie by było, jakby pojawiło się „Wesele”. Temat był, moim zdaniem, niewygodny. Można było napisać dużo, ale też i dużo źle – dodaje Dominik Sendrowski.

Akurat z polskiego nie zależy mi na wysokim wyniku, więc pisałem dosyć bezpiecznie, żeby nie popełnić błędu.

– Powinno być ok – mówi z kolei ich kolega Michał Wielechowski, dla którego matura to jednak czysta formalność: ma już dzięki olimpiadzie zdobyty indeks uczelni. – Starałem się pisać możliwie bezpiecznie, bo wynik mnie nie interesował, ważne było, aby nie ryzykować i nie zrobić jakiegoś głupiego błędu.

Wkrótce przed maturzystami kolejne wyzwania. Wyzwania tym większe, że ich przygotowania do matury poważnie zaburzyła epidemia koronawirusa. Zamiast powtarzać w szkołach, musieli uczyć się tylko w domu.

– Człowiek był zdany na siebie – przyznaje Filip Marcińczyk. – Byliśmy w domu, który kojarzy się raczej z odpoczynkiem.

W szkole uczeń ma motywację: jest nauczyciel, który zwróci uwagę, zmobilizuje, a tu nie było nikogo. Każdy na własną rękę musiał się uczyć, nie każdemu to wychodziło.

– Myślę, że było trochę ciężko się zmotywować, ale mimo wszystko dałem radę i kilka godzin dziennie poświęcałem na naukę, szczególnie na matematykę, bo egzamin na poziomie rozszerzonym będzie dla mnie najważniejszy – dodaje Dominik Sendrowski.